
Mój fixer i przyjaciel w jednej osobie, zakochał się. Niestety platonicznie i częściowo za moją przyczyną.
Do pierwszego spotkania obu państwa doszło w restauracji KFC w Kabulu, dokąd wziąłem chłopaków na lunch. Jedząc afgańską wersję Zingerów, w telewizorze zawieszonym pod sufitem zobaczyliśmy teledyski Alizee. Młoda francuska gwiazdka, z czasów kiedy była rzeczywście młodą gwiazdką, śpiewała swoje największe przeboje.
Zia nie mógł oderwać oczu. Przestał przejmować się jedzeniem i patrzył w telewizor jak zaczarowany. Po skończonym posiłku zapytał obsługę, czy może pożyczyć płytę DVD na której były nagrane teledyski. Przez najbliższe kilka godzin w samochodzie na przenośnym zestawie do odtwarzania płyt DVD nie oglądaliśmy niczego innego jak tylko Alizee.
Przez dłuższy czas nie byłem pewien, czy Zia nie żartuje i czy nie przybiera pozy, jak to ma czasem w zwyczaju. Ale na ciągłym oglądaniu Alizee i wyznaniach, że się zakochał i że zaraz umrze, nie skończyło się. Poprosił mnie o znalezienie strony internetowej piosenkarki, jej maila a nawet telefonu. Kiedy pokazałem mu zdjęcia Alizee w internecie, stwierdził, że nie może już tego oglądać. Postanowił, że będzie intensywnie uczył się francuskiego.
Zia jest człowiekiem wykształconym, a kilka lat pracy z Europejczykami otworzyło mu horyzonty. Ma spory dystans zarówno do Afgańczyków jak i do Amerykanów. Nie chce wyjeżdżać z kraju, bo kocha swoją ojczyznę, ale zna jej wszystkie wady i słabości. Mimo to, zakochał się w gwieździe show-biznesu i chce ją poznać. Pamiętacie Borata, który pojechał do Californii poznać Pamelę?

1 comments:
Rany! Ależ ja Cię i się zaniedbałam. A tu tyle do czytania! :)
pozdrawiam, Asia
Post a Comment