Wednesday, November 12, 2008

NOWY JORK - urlop w Wielkim Jabłku


Trzy dni w Nowym Jorku upłynęły głównie pod znakiem zakupów i spotkań ze znajomymi - ludźmi i miejscami.

To niesamowite, jak szybko i łatwo wydaje się pieniądze w Nowym Jorku. Pierwszy shoppingowy shock mam już dawno za sobą, a mimo to portfel dramatycznie schudł. A wydawało się, że to tylko 4 ulubione sklepy, a w nich wyłącznie niezbędne rzeczy.

Wszystko szło gładko i sprawnie. Z Abercrombie na 5th Avenue, gdzie za pierwszym razem spędziłem 3 godziny, tym razem wyszedłem po ponad godzinie. W Apple'u niemal po przeciwnej stronie ulicy zakupy zajęły 15 minut. Ale w efekcie można mówić jedynie o oszczędności czasu, ale już nie pieniędzy.

W ramach spotkań ze znajomymi trochę bliżej poznałem Brooklyn i pierwszy raz byłem na Staten Island. To miejsce zupełnie na uboczu Nowego Jorku, ciche i spokojniejsze nawet niż Brooklyn. Odrębna forma istnienia.

Staten Island została założona przez emigrantów z Holandii. Mieszkają tu głównie biali katolicy. Przez nowojorczyków wyspa jest traktowana jako prowincja, choć mieszka tutaj wielu bogatych ludzi. Na Staten Island dostać się można wyłącznie promem lub samochodem. Wieczorny widok z Manhattanu z prowadzącego na Staten mostu Verrazano jest porywający.

Każdy, kto przyjeżdża do Nowego Jorku odwiedza Central Park i Times Square. Ten pierwszy kojarzy mi się przede wszystkim z kilkoma scenami z Fisher Kinga, jednego z najbardziej nowojorskich filmów w historii kina. To drugie miejsce, w nocy, zapiera dech. To jest Nowy Jork, city that never sleeps.

0 comments: